Sam termin „adwent” nosi w sobie swoistą dwuznaczność. To słowo pochodzenia łacińskiego najczęściej tłumaczony jako „przyjście”. Tłumaczenie takie wskazywałoby, że jest ktoś, kto przychodzi, a kogo jeszcze nie ma. Jednakże pierwotne znaczenie tego słowa wskazuje raczej na sam moment, aktywność osoby przychodzącej. Termin ten, zanim zrobił karierę w języku teologicznym, w czasach cesarstwa rzymskiego oznaczał uroczysty wjazd cesarza do jakiegoś miasta, czemu towarzyszyło przygotowanie, oczekiwanie, uroczysty korowód, śpiew i radość. Akcent ten jest stawiany bardziej na obecność niż na oczekiwanie. Właściwie takie samo znaczenie ma grecki termin „parousia”, którym zwykliśmy nazywać ostatnie przyjście Pana na końcu czasów. Termin ten pochodzi od greckiego słowa „pareimi”, które znaczy po prostu „być obecnym”. Może on oznaczać zarówno fizyczną obecność kogoś, jak i czyjś akt przybycia, czyjeś przyjście.

Podobną dwuznaczność odnajdujemy w słynnym adwentowym zawołaniu „marana tha” , które pochodzi z języka aramejskiego. Biorąc pod uwagę, że w starożytności w językach semickich zapisywano tylko spółgłoski, a samogłoski podstawiało się podczas czytania, oraz że słowa zapisywano bez spacji, czyli bez odstępu między nimi, słowo to można odczytać na dwa sposoby. Jeśli odczytami je jako „marana tha”- jak to tradycyjnie zwykliśmy robić – znajdziemy okrzyk przywoływania obecności Pana: „Przyjdź, Panie nasz”. Jeśli jednak wyrażenie to odczytamy jako „maran atha”, to nabiera ono charakteru okrzyku z obecności Pana: „Pan nasz nadchodzi” albo nawet „Pan nasz jest obecny”.

Widać zatem, że kluczem do przeżywania Adwentu jest odnalezienie harmonii oczekiwania na przyjście Pana a rozpoznawaniem Jego obecności. Zaprasza nas to do postawy ciągłego czuwania-to Pan przychodzi w „dzisiaj” liturgicznej celebracji.

ks. dr Krzysztof Porosło, Oremus, grudzień 2018

Rozważania adwentowe z Ewangelistami

Nabierzcie ducha i podnieście głowy