SPEŁNIONE  ŻYCIE

 Śp. Siostra Cecylia Maria Roszak OP, mniszka dominikańska zasnęła w Panu 16 listopada 2018 r. Przeżyła 110 lat i 7 miesięcy, w profesji zakonnej 87 lat. W momencie odejścia po wieczną nagrodę w niebie, była najstarszą mniszką na świecie. Całe jej życie, które było ofiarną i wierną służbą Bogu i ludziom, upłynęło pod opiekuńczym płaszczem Matki Bożej. Urodziła się 25 marca 1908 r. w uroczystość Zwiastowania Najświętszej Maryi Pannie, a zmarła 16 listopada 2018 r. we wspomnienie Matki Bożej Miłosierdzia z Ostrej Bramy w Wilnie. Uroczystości pogrzebowe miały miejsce 22 listopada, w liturgiczne wspomnienie św. Cecylii, patronki muzyki kościelnej, którą to sztukę z oddaniem i znawstwem pielęgnowała w życiu zakonnym.

 NIEZWYKŁE  CURRICULUM  VITAE

Początki życia zakonnego      

Do dnia dzisiejszego zachował się wielkiej wagi dokument dotyczący przyszłej dominikanki. Jest nim szczęśliwie ocalała, oryginalna metryka urodzin Marii Janiny Roszak, spisana po niemiecku w czasach zaborów. Przechowywana w Archiwum Państwowym w Poznaniu potwierdza, że przyszła ona na świat 25 marca 1908 r. w Kiełczewie (dziś Kościan), jako córka Jana i Marianny z domu Hoffman. W Kościanie w 1925 r. ukończyła 3-letnie gimnazjum im. Marii Konopnickiej i następnie kontynuowała naukę w Państwowej Szkole Handlowej i Przemysłowej Żeńskiej w Poznaniu. Oprócz dobrego przygotowania zawodowego, zdobyła w niej również biegłą znajomość języka angielskiego i niemieckiego.

Dnia 4 sierpnia 1929 r. wstąpiła do klauzurowego klasztoru Mniszek Zakonu Kaznodziejskiego „Na Gródku” w Krakowie i w dniu 6 lutego 1930 r. podczas obłóczyn w habit, otrzymała imię Cecylia Maria. Rzymska dominikanka z czasów św. Ojca Dominika, bł. Cecylia Cesarini, została jej zakonną patronką. Pierwsze śluby złożyła 7 lutego 1931, a śluby wieczyste  7 lutego 1934. Rok po wstąpieniu do klasztoru „Na Gródku”, poznała s. Magdalenę

Marię Epstein OP, obecnie Służebnicę Bożą, kandydatkę do chwały ołtarzy, o której życiu świadczyła dobitnie i wzruszająco. Odbyła razem z nią nowicjat.

Pod opieką Matki Bożej Miłosierdzia z Ostrej Bramy

Po uroczystych ślubach, w 1938 r. s. Cecylia z grupą siedmiu zakonnic (z których dwie pochodziły z Wilna) wyjechała na nową fundację do Kolonii Wileńskiej (17 km od miasta). Etap życia zakonnego pod Wilnem okazał się szczególnym sprawdzianem gotowości do poświęceń młodej mniszki. Choć niełatwy, obfitujący w dramatyczne wydarzenia podczas okupacji niemieckiej i sowieckiej, zapisał w jej życiu piękną kartę, przynoszącą zaszczyt całej rodzinie dominikańskiej. Żyła ze współsiostrami na 5-hektarowym gospodarstwie w niewielkim, drewnianym domku z prowizoryczną zakrystią i malutką kaplicą. Młodej wspólnocie towarzyszyło ojcowskie błogosławieństwo ks. abp. Romualda Jałbrzykowskiego, Metropolity Wileńskiego. U sióstr bernardynek poznała osobiście ich kapelana, ks. Michała Sopoćkę (dziś błogosławionego). Tu także dowiedziała się o objawieniach Pana Jezusa Miłosiernego s. Faustynie Kowalskiej. Odniosła wrażenie, że także „dla niej jest ta łaska”.

W podwileńskim klasztorze poświęconym św. Józefowi, zakonnice jak tylko mogły pomagały okolicznej ludności, a podczas okupacji, pomimo poważnych zagrożeń, ukrywały  z narażeniem życia, kilkunastoosobową (od 15–17 osób) grupę Żydów. W głównej mierze była to młodzież harcerska. W grupie pomocników przy pracach polowych, w kuchni, w sadzie i ogrodzie przyklasztornym, wśród późniejszych działaczy ruchu oporu w getcie wileńskim  i warszawskim był m.in. Abba Kowner z najbliższą rodziną, znany pisarz żydowski, marksista, który później wyemigrował do Izraela, a następnie do Stanów Zjednoczonych, gdzie zmarł w 1987 r. Za murami klasztornymi Żydzi znaleźli bezpieczne schronienie i nawet nawiązali z kontemplacyjnymi mniszkami dominikańskimi bardzo serdeczne więzi. Siostrę przeoryszę nazywali nawet „Ima” (po hebrajsku – matka). We wrześniu 1943 r., po aresztowaniu matki przełożonej, s. Bertrandy Siestrzewitowskiej oraz s. Diany Frąckiewicz (zaangażowanych w działalność podziemną) i zesłaniu ich do obozów pracy, Niemcy klasztor zlikwidowali. Wspólnota mniszek uległa rozproszeniu. Siostrę Dianę zwolniono po dwóch miesiącach, a s. Bertrandę  uwięziono, torturowano, a następnie skierowano do obozu w Kownie. Matka Cecylia, po latach, w zwięzłych słowach tak skomentowała tę dramatyczną sytuację: „Siostra Bertranda zapłaciła wysoką cenę za swoją działalność. Została uwięziona i torturowana w więzieniu w Wilnie i wysłana do nazistowskiego obozu pracy w Kownie. Po opuszczeniu obozu, podjęła decyzję odejścia z Zakonu św. Ojca Dominika, a po repatriacji – zamieszkała w Warszawie pod zmienionym imieniem i nazwiskiem – jako Anna Borkowska”. Dzięki usilnym staraniom Abby Kownera, Instytut Yad Vashem z Jerozolimy, w dniu 29 marca 1984 r. przyznał A. Borkowskiej tytuł Sprawiedliwy wśród Narodów Świata, a 11 lipca 1984 r. on sam osobiście wręczył jej medal podczas uroczystości w Warszawie. Jest on przyznawany nie-Żydom, którzy narażali swoje życie ratując ich podczas Holocaustu.

Siostra Cecylia Maria podczas okupacji tułała się w przebraniu i ukrywała po okolicznych dworach (zajmowała się pielęgnacją sparaliżowanej dziedziczki), plebaniach (m.in. w Turgielach u ks. Józefa Obrembskiego), pełniąc funkcję zakrystianki, ucząc dzieci przedmiotów obowiązkowych i katechizmu. Wśród tych ostatnich było rodzeństwo: Wandzia (do dziś żyjąca) z młodszym bratem Julkiem. Ich rodzice zostali skrytobójczo zamordowani w swoim mieszkaniu na oczach dzieci, które całą noc pozostawały przy ich zwłokach. Rankiem przerażone rodzeństwo przybiegło na plebanię i tu znalazło schronienie i opiekę s. Cecylii, która dawała im poczucie bezpieczeństwa i matczynej troski.  „Ukrywaliśmy się z nią wspólnie – po latach wspomina pani Wanda – u osób życzliwych, ale dla bezpieczeństwa zmienialiśmy co rusz schronienie. To trwało około roku. Siostra Cecylia wspierała nas dobrym słowem i przytulała, aby ukoić ból i smutek po stracie rodziców. Zadbała nie tylko o to, abyśmy mieli co zjeść i w co się ubrać, ale i o nasze kształcenie i wychowanie ogólne. Oboje z bratem (który już nie żyje), traktowaliśmy ją jak drugą matkę”.

W klasztorze macierzystym „Na Gródku”

W czasie II wojny światowej, w roku 1944 siostry z krakowskiego Gródka były wysiedlone do klasztoru klauzurowego sióstr klarysek w Krakowie przy ul. Grodzkiej 54. W konwencie klariańskim przebywały do 1947 r. Po wojnie, w ramach repatriacji, s. Cecylia z dwoma innymi dominikankami dnia 2 maja 1945 r. powróciła z Wilna do Krakowa. W 1946 r. została wybrana na przeoryszę (pomimo braku wymaganego wieku). W niezwykle trudnych warunkach (klasztor w czasie wojny zajęty był przez jeńców, a po upadku Powstania Warszawskiego przez pacjentów Szpitala Ujazdowskiego), Matka Cecylia pełniła obowiązki przełożonej klasztoru i z konieczności zmuszona do podejmowania bardzo ważnych i trudnych decyzji.

Zaraz po wojnie walczyła o odzyskanie klasztoru. Po żmudnych staraniach, trudnościach niemal nie do przezwyciężenia – udało się jej uratować macierzysty dom zakonny przy ul. Mikołajskiej 21. Aby mogły do niego powrócić wysiedlone mniszki, należało przeprowadzić niezbędne prace porządkowe, remontowe, gospodarcze oraz przystosować na powrót cele do życia zakonnego. Ponadto był to czas wielkich zmagań i udręk spowodowanych inwigilacją klasztoru przez służby bezpieczeństwa. W niełatwym dla Kościoła w Polsce okresie powojennych zmagań z władzą komunistyczną, w trudnych sytuacjach, wymagających niebywałej odwagi, dyplomatycznych predyspozycji i kultury bycia, Matka Cecylia radziła sobie w podziwu i najwyższego uznania godny sposób.

W swoim długim życiu zakonnym spełniała kilkakrotnie obowiązki przełożeńskie i uczestniczyła w pracach związanych m.in. z reformą zakonnego stylu życia, dostosowaną do wytycznych Soboru Watykańskiego II. Była przeoryszą dominikanek gródeckich w trudnych czasach PRL-u, w latach: 1946–52; 1955–61; 1967–70; 1979–82 lub wielokrotnie pełniła obowiązki podprzeoryszy. Ponadto była furtianką, organistką, kantorką. Przez wiele lat prowadziła zagraniczną korespondencję w imieniu wspólnoty (również w językach obcych: angielskim, francuskim i niemieckim).

W roku 2011 klasztor gródecki w Krakowie wizytował Promotor Generalny Mniszek Zakonu Kaznodziejskiego, o. Brian J. Pierce OP. Jak sam wyznawał, „jednym z najważniejszych wydarzeń tych dni”, było spotkanie z wówczas 103-letnią s. Cecylią Roszak OP, „jedynym żyjącym członkiem pierwotnej wileńskiej fundacji”. Nazwał ją „ikoną wierności i kontemplacyjnej radości!”. Sędziwa dominikanka wyznała mu jako pierwsza, że była świadkiem ukrywania Żydów w klasztorze w Wilnie. Równocześnie dzięki niej poznał – jak to podkreślił – „zupełnie niesamowitą historię”, bardziej współczesną, mającą jednak żywy związek z okupacyjną rzeczywistością. Któregoś dnia s. Cecylia przypadkowo odebrała telefon. Abba Kowner ocalały z wojennej pożogi, dzwonił z Izraela, uporczywie szukając kontaktu z dominikankami. Chciał podziękować za uratowanie mu życia. Szczęśliwy i bardzo wzruszony, że trafił na osobę, którą znał osobiście z Wilna, prosił o adres klasztoru. W dowód wdzięczności, przesłał na ręce Matki Cecylii mały krucyfiks z brązu z napisem u podstawy:„Jerusalem”  .

Siostra Cecylia Roszak, była najstarszą żyjącą mniszką na świecie, uhonorowaną osobiście w klasztorze krakowskim „Na Gródku”, dnia 23 grudnia 2008 r., medalem Sprawiedliwy wśród Narodów Świata, przyznanym przez Instytut Yad Vashem w Jerozolimie. Gdy dostojną Jubilatkę z okazji 110. rocznicy urodzin, dnia  25 marca 2018 r. odwiedził ks. abp Marek Jędraszewski, nie wstawała już z łóżka. – To piękna postać, wyznał po tym spotkaniu krakowski Metropolita. Ona sama była wzruszona i chciała się dowiedzieć, kto do niej przybył oraz z jakiej okazji „tak wiele osób ją odwiedza”.

W  CHARYZMACIE  ŚW. OJCA  DOMINIKA

W służbie Bogu i ludziom

W klasztorze w  Krakowie „Na Gródku” spędziła większą część swojego życia w powołaniu zakonnym. Od młodości pragnęła zostać karmelitanką bosą. Gdy z odległej, rodzinnej Wielkopolski przybyła do Krakowa, woźnica pomylił drogę i trafiła do furty klauzurowej wspólnoty mniszek, duchowych córek św. Ojca Dominika, w której pozostała do końca życia. Stojąc na czele wspólnoty, potrafiła zadbać o dokładne wypełnianie przez każdą z nich swojego zakonnego powołania. Kładła duży nacisk na posłuszeństwo, pokorę i pokutę, na udział we wspólnej modlitwie liturgicznej. Mocno stąpając po ziemi, stojąc na straży karności zakonnej, była jednocześnie wyrozumiałą, pełną miłości i kultury osobistej Matką czułą, troskliwą i taktowną. Wymagając od innych – wymagała przede wszystkim od siebie. Powołanie do życia kontemplacyjnego, ukrytego przed światem, starała się realizować w pełnym miłości, ofiarnym oddaniu się Panu Bogu, co znajdowało potwierdzenie w rzetelnym wypełnianiu wszystkich zakonnych obowiązków. Przez cały czas obecności w klasztorze, prowadziła głębokie życie modlitwy. Dzięki uzdolnieniom muzycznym, była wyczulona na piękno liturgicznej posługi, na zaangażowanie i udział sióstr w Liturgii Godzin (brewiarz). Pozostała w pamięci jako żywy wzór życia za klauzurą, dając wzruszający przykład przestrzegania z wiarą i miłością przepisów zakonnych.

Umiłowała w szczególności Pana Jezusa Eucharystycznego. Lubiła przebywać na adoracji Najświętszego Sakramentu. Różaniec był jej ukochaną modlitwą Maryjną. Nawet jako sędziwa mniszka (powyżej 100 lat), cieszyła się sprawnością intelektualną i wspaniałą pamięcią oraz niezwykłą, młodzieńczą wprost żywotnością ducha. Prosiła siostry aby czytały jej ulubione fragmenty Pisma Świętego – w szczególności z Ewangelii wg. św. Jana, a później uczestniczyła we wspólnej Lectio Divina. Zawsze też ufała Bożemu Miłosierdziu i lubiła, aby jej czytać „Dzienniczek” s. Faustyny. Tym, co nieodmiennie urzekało i zaskakiwało wszystkich z nią obcujących, było jej charakterystyczne poczucie humoru, przejawiające się w zabawnych, wielce oryginalnych i mądrych życiowo powiedzonkach. Na przykład mówiła, że aby zachować dobrą pamięć, „należy się modlić i uczyć języków obcych” i „starać się pamiętać, aby nie zapomnieć”.

 Wzór godny naśladowania

Mimo upływu lat, s. Cecylia potrafiła żyć w ascezie, służąc wspólnocie nieustanną modlitwą i pociechą. Na bieżąco prosiła o informowanie jej o trudnych sprawach i problemach Kościoła, Zakonu, Ojczyzny i świata, które obejmowała swoją modlitwą. Prośby o modlitwę napływały licznie do furty klasztornej, oraz drogą pocztową i elektroniczną. Nie wypuszczając różańca z rąk, pamiętała o intencjach, prośbach o modlitwę – również indywidualnie do niej kierowanych w konkretnych, życiowych sytuacjach.  Interesowała się także życiem własnej wspólnoty i dopóki mogła, posługując się chodzikiem, odwiedzała chore, leżące siostry, mówiąc, że „chce też spełniać dobre uczynki”.

Zmarła w liturgiczne wspomnienie Matki Bożej Ostrobramskiej, Matki Miłosierdzia, w samo południe. W obecności modlących się sióstr, przy śpiewie „Salve Regina”, cichutko oddała Bogu swoją duszę. Pozostawiła po sobie niezapomniane świadectwo życia, poprzez postawę pełną pokory, miłości, ofiary i modlitwy, z poddaniem się woli Bożej w znoszeniu dolegliwości oraz cierpień przed odejściem do Domu Ojca.

 POST  SCRIPTUM

„Zawsze ufałam miłosierdziu Bożemu”

Te słowa wyznała Czcigodna Jubilatka z okazji 100. rocznicy swoich urodzin, 25 marca 2008 r. Miłość Matki Cecylii do Boga i ludzi dojrzewała w niezwykle trudnych czasach. Najpierw objawiała się w klasztorze, w codzienności życia wspólnego. Dojrzewała i ugruntowywała się w ekstremalnych warunkach okresu II wojny światowej. Umiała z bohaterską miłością pochylić się nad skazanymi na zagładę Żydami, z narażeniem życia biorąc udział w ich ukrywaniu a także w opiece nad sierotami (Wandą i jej bratem), gdy na oczach dzieci zostali rozstrzelani ich rodzice. Również pełnienie obowiązków pierwszej powojennej przeoryszy, w klauzurowej wspólnocie dominikańskiej, starania o odzyskanie domu macierzystego, trudne realia związane z kształtowaniem warunków życia zakonnego w Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej (PRL), liczne remonty – wymagały ducha męstwa, heroizmu i mocnej, żywej wiary oraz ufności w Boże miłosierdzie.

Po śmierci Czcigodnej Jubilatki i sędziwej, klauzurowej dominikanki, której „osoba  i czyny rozsławiły imię Zakonu Kaznodziejskiego”, Generał Zakonu Ojciec Bruno Cadoré OP z Rzymu, wystosował do wspólnoty gródeckiej, okolicznościowe, adwentowe słowo umocnienia i wdzięczności. Powołując się na dokument papieski Ojca Świętego Franciszka, na znaczenie w życiu Kościoła życia konsekrowanego, napisał m.in.: „My wszyscy w Świętej Sabinie jesteśmy bardzo poruszeni świadectwem życia ofiary i modlitwy s. Cecylii. Prawie 90 lat jej profesji było prawdziwym błogosławieństwem dla Zakonu Kaznodziejskiego i przejmującym świadectwem miłości Boga do całego świata. Jak czytamy w SPE SALVI w związku z życiem kontemplacyjnym: Rodzaj ludzki żyje dzięki nielicznym; gdyby nie oni, świat by zginął (15). Głęboko wierzę, że życie s. Cecylii pozostaje takim przejmującym znakiem i jestem bardzo wdzięcznym Wam, Siostry, za to, że kontynuujecie misję Zakonu poprzez Wasze poświęcenie się w ciszy i w kontemplacji”.

Tekst opracowały siostry dominikanki z klasztoru w Krakowie „Na Gródku”.

Fotto: Archiwum klasztoru na Gródku